• Wpisów:129
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 20:51
  • Licznik odwiedzin:5 885 / 2280 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
ZAPRASZAM NA MOJE OPOWIADANIA A WATTPADZIE:

https://www.wattpad.com/story/59966486-miłość-przez-wieki
https://www.wattpad.com/story/64716651-pogromcy-otchłani


Logi na wattpad: DanterNicholson
  • awatar Gość: ło, ło jacie aleś ty tu karyniła aż wstyd i beka. Kiedy ty wreszcie z tego wyrośniesz, jest jaka nadzieja?
  • awatar Gość: ale toto był lipny i nudny blog, wstyd wstyd!!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hejoł Shadowhunter's. Mój blog o Nocnych Łowcach w Polsce ma zmieniony link. http://chronicle-shadowhunters.blogspot.com/ Jeśli ktoś czytał Dary Anioła i\lub Diabelskie Maszyny to serdecznie zapraszam
 

 

9 wrzesień 2013 r. Poniedziałek
~Matthew~

Długotrwała i ciągła kontemplacja obiektu. Taki jest mój plan. Oczywiście nie traktuje kobiet przedmiotowo (a przynajmniej nie zawsze), ale tylko dzięki eksplorowaniu dziewczyny mogę się czegoś na jej temat dowiedzieć. Rzecz jasna byłem na tyle subtelny, że starałem się doglądać jej na odległość. Zauważyłem, że zbliżyła się do niej dziewczyna, która wczoraj obsługiwała mnie i Vermont’a w „The Sweetness”. Wiedziałem, że chodzi do naszej szkoły!
Próbowałem coś usłyszeć, ale odległość i harmider powodowały, że nic nie dało się zrozumieć. Z drugiej jednak strony bałem się trochę zbliżyć. Nie chcę, aby cała ta akcja wyszła na jaw stawiając mnie w złym świetle. Zabrzmiał dzwonek. Gdy tylko zauważyłem dziewczynę idącą w moją stronę, zaabsorbowaną rozmową z koleżanką, przykleiłem się do ściany i spojrzałem na swoje niezwykle interesujące buty. Egh, powinienem je wyprać.
Gdy tylko blondynka znikła mi z oczu z dziwnym ściskaniem w żołądku ruszyłem w stronę swojej klasy. Czuję się jak kompletny idiota. Nie wiem co mam robić! Ja! Panie i Panowie Matthew Scever nie wie co począć w kwestii dziewczyny o morskich oczach. Takie cuda zdarzają się tylko raz na sto lat, więc nie przegapcie tejże okazji, bo może się ona nigdy więcej nie powtórzyć! Cholera… na łeb mi wali. Matt, ogarnij się to tylko dziewczyna. Zwykła dziewczyna o oczach w kolorze bezchmurnego nieba, pełnych różowych ustach i małym zgrabnym nosku… nie! Uspokój się! Nie wiem, nawet kiedy dotarłem do odpowiedniej sali.
Z trudem przetrwałem resztę dnia, ale dałem radę. Na lekcjach moje myśli mknęły ku nieznajomej sąsiadce, a w trakcie przerw oczy wciąż przeszukiwały korytarze. Cholera. Ta dziewczyna doprowadzi mnie do szału. Muszę coś wymyślić. Wróciłem do domu samochodem. Tym razem dla odmiany zaparkowałem w garażu. Nowość, bo zwykle parkuję na zewnątrz nawet gdy jest brzydka pogoda. Dlaczego tym razem tak się nie stało? Skąd ta nagła zmiana? Kto to wie. A no tak, ja. Nie chciałem się przypadkiem natknąć wzrokiem na Nią. Jestem pieprznięty. Raz chcę ją widzieć, a raz nie. Matko, muszę znaleźć numer do psychiatry. Do środka wszedłem drzwiami łączącymi garaż i kuchnię. Zrzuciłem na pół pusty plecak na blat i otworzyłem lodówkę. Znów świeci pustkami. Ja stanowczo za dużo jem! I znowu trzeba będzie zrobić zakupy. Spojrzałem na zegarek wiszący nad jedną z półek. Było kilka minut po szesnastej.
-Straszne – Jęknąłem i ruszyłem do swojej sypialni po portfel. Potem powróciłem do kuchni i bocznym przejściem przeszedłem do garażu.
Droga do Wal-Mart trwała nie więcej niż piętnaście minut (chociaż biorąc pod uwagę korki w Phoenix mogła trwać jeszcze krócej, ale nie ma co narzekać). Zaparkowałem na wszechstronnym parkingu i w ślimaczym tempie ruszyłem w stronę automatycznych drzwi. W środku wziąłem koszyk i ruszyłem na „polowanie”. No wiecie, jak niektóre babcie wezmą się za zakupy to walcz z nimi o cholerną marchewkę.
Po godzinie zbierania odpowiednich produktów ruszyłem z wózkiem w stronę sześćdziesięciokilometrowych kolejek. Dlaczego tu zawsze muszą być takie tłumy?! Stanąłem w najkrótszej jaką znalazłem (stanowisko 4 tylko pięćdziesiąt kilometrów) i starając się zachować cierpliwość, co od kilku lat praktykuję właśnie w tym supermarkecie, czekałem. Aby zapełnić czas, zagłuszyć gwar i dziwną muzykę lecącą nie wiadomo skąd pozwoliłem myślą odpłynąć na niebezpieczne tory, po których jechał pociąg Sąsiadka.
W końcu po wielu minutach (jeśli nie godzinach) zapłaciłem za zakupy. Kiedy pakowałem swoje zdobycze przy jednej ze ścian coś mignęło mi w kącie oka. Nie błagam, tylko nie teraz! Nie tu, nie w tym momencie! Przyspieszyłem ładowanie do toreb jednocześnie jedną ręką rozczochrując włosy. Może choć trochę przykryją mi twarz. Pchnąłem wózek na jego miejsce nie zawracając sobie głowy pięćdziesięciu centówką i wyszedłem na zewnątrz. Choroba, gdzie ja zaparkowałem?! Dlaczego ten głupi parking musi być, aż taki wielki.
-Cześć Matt – Usłyszałem. Kurwa. Mentalnie zacząłem walić głową w ścianę nośną Wal-Martu’u. Wysilając się na jak najbardziej obojętny wyraz tworzy (grymas nie przejdzie) odwróciłem powoli głowę. Ubrana w za krótkie szorty i różową (serio?!) bokserkę z głębokim dekoltem oraz z całą gamą kolorów na twarzy stała przede mną Talia Winters. Trzykrotna miss naszej szkoły, która mogła by spokojnie konkurować z porcelanowymi lalkami. Nie wiem ile ona sobie nakłada tego pudru na twarz, ale jest biała jak śnieg. A nazwisko pasuje, aż zanadto. Jak dla mnie spokojnie mogła by reklamować w budowlanym klej do tapet, albo pustaki.
-Cześć Talia – Mruknąłem niechętnie.
-Nie było cię dwa tygodnie temu u Vermont’a? – Zapytała swoimi piskliwym głosem. Jakby ktoś wywiercał wiertarką dziurę w kocie. Masakra. Jak ja jej nie znoszę. I po chuj było mi z nią spać! Teraz mam tylko niepotrzebny problem na karku.
-Jakoś czasu nie miałem – Żeby cię ukatrupić. Matt, ogarnij się! Blondynka westchnęła teatralnie.
-No cóż, szkoda – Dodała – Ale jakby co w piątek organizuję melanż u siebie. Wpadnij jeśli będziesz miał czas. Wzruszyłem obojętnie ramionami.
-Będą moi znajomi z uczelni – Dodała odchodząc, niskim oraz zmysłowym głosem. Niestety on już na mnie nie działa. No tak Talia chodzi ponoć do Phoenix College. Nie jest zbyt ambitnie jeśli chodzi o szkołę. Melody, dziewczyna Vermont’a, ponoć chcę zapisać się na uniwerek stanowy w Tucson. Ale zresztą co ja mam tu do powiedzenia. Kibluję w maturalnej. Ale są tego plusy: szatynka. Ciekawe jak wygląda nago? Poczułem jak krew we mnie zawrzała, a dziwne uczucie rozlewa się na dolne partię mojego ciała. Kur… Ruszyłem przez parking niosąc torby przed sobą i przeszukując wzrokiem plac. W końcu odnalazłem moją Skodę i z ulgą opadłem na siedzenie kierowcy. Spojrzałem na swoje kroczę. Cholera jasna, że akurat teraz zachciało mi się fantazjować. Dobrze, że Talia zdążyła odejść. Jeszcze sobie by przypisała ten „sukces”. A paradoksalnie zrobiła to dziewczyna, której nawet nie znam. Poczułem przemożną chęć, aby kogoś przelecieć. Egh, będę musiał pójść dzisiaj do klubu, bo odpadnę. Może to pomoże mi zapomnieć. Poczekałem, aż całe napięcie ze mnie zejdzie i dopiero odjechałem do domu.

*

Wieczorem…

Bujałem się na parkiecie w towarzystwie jakiejś seksownej brunetki, która raz za razem ocierała się o mnie. Byłem nieźle wstawiony, bo wypiłem dużo drinków. Dziewczyna przede mną była ubrana w skąpą czarną sukienkę. Szpilki, które miała na sobie wcześniej rzuciła, gdzieś w kąt i teraz tańczyła na bosaka przez co była ode mnie o dobre dwadzieścia centymetrów niższa, ale co tam. Nie wiem, dlaczego ale skądś ją kojarzę. W pewnym momencie przywarła czerwonymi ustami do mojego ucha składając mi nieformalną propozycję. Przystałem na nią pociągając dziewczynę ku schodom prowadzącym do wyższych kondygnacji. Właśnie tego mi potrzeba. Na najwyższym piętrze znajdowały się drzwi. Z łatwością odnalazłem wolny pokój i zasunąłem zasuwkę. Brunetka natychmiast przywarła do mnie. Jej język błądził w moich ustach szukając dogodnej pozycji. W tym samym czasie dziewczyna zdejmowała ze mnie ubrania. Przesunęliśmy się w stronę kanapy. Błądziłem dłońmi po jej plecach, aż w końcu znalazłem upragniony zamek. Szybko go rozpiąłem, a śliska sukienka spłynęła z jej ciała. Nie miała na sobie bielizny. To ułatwia zadanie. Opadliśmy nadzy na łóżko, a ja zszedłem ustami w dół jej ciała. Gdy ona głośno oddychała ja delektowałem się smakiem jej skóry. Nie wytrzymując napięcia wszedłem w nią wsłuchując się w dźwięki jej jęczenia.
Po długiej zabawie ubraliśmy się i bez słowa wyszliśmy z pomieszczenia. Wystarczy mi imprezowania na dzisiaj. Wyszedłem z klubu i spojrzałem na telefon. 4:48 P.M. No tak w środku nocy nie będę dzwonił po Vera, bo znowu się wścieknie. Nie chcę mi się także dzwonić po taksówkę. Ruszyłem pieszo w stronę Cross Street. Idąc mrugałem ilekroć zbliżałem się do latarni. Czemu one muszą tak mocno świecić?! Spojrzałem na horyzont, który zaczął różowieć.
-Nie idę dziś do szkoły - Stwierdziłem sam do siebie. Po kilku minutach drogi stanąłem na światłach opierając się o słup. Obok mnie stanął jakiś biegacz z kapturem od bluzy na głowie tak mocno zaciągniętym, że nie było widać mu twarzy. Kto normalny biega o piątej nad ranem? No tak, ten ktoś najwidoczniej.

~Danielle~

Uwielbiam poranne przebieżki. Na ulicach nie ma tłoku, jeździ mało aut i jest ciszej. W moim poprzednim miejscu zamieszkania (była to niewielka miejscowość w Alabamie) mogłam biegać praktycznie cały czas, ale tutaj w Phoenix jest większy ruch. Mimo to wcześnie rano znajduje czas na bieganie. Co prawda robię to od tygodnia, ale udało mi się zapoznać z okolicą. Właśnie biegłam w stronę świateł, kiedy przed moimi oczami spostrzegłam najprzystojniejszego faceta na świecie. Zatrzymałam się raptownie i oddychałam ciężko, bynajmniej nie ze zmęczenia. Założyłam kaptur na głowę i pobiegłam przed siebie. Błagam nie patrz na mnie. Od kilku dni myślę tylko o nim i o jego błękitnych oczach. Boże, czy on musi być taki idealny? A no tak jest mały kruczek. Z tego co słyszałam od Veronicy jest strasznie kopnięty. To znaczy łazi na różne imprezy, dużo pije i pali oraz sypia z dziewczynami. Eh, co za szkoda, bo on jest naprawdę przystojny, a te jego oczy. Tyle, że ja nie zaliczam się do jego kategorii. No, a poza tym jest ode mnie starszy o 2 lata. Nie będzie sobie zawracał głowy jakąś małolatą.
-Nie za wcześnie na bieganie? – Z zamyślenia wyrwał mnie ostry ton głosu chłopaka. No tak, zauważyłam że jest podpity. Ignorując groźne brzmienie jego głosu i starając się zachowywać obojętnie wzruszyłam tylko ramionami spuszczając niżej głowę.
-A ty w ogóle coś widzisz przez ten kaptur? – Zapytał spokojniej. Przepraszam ,czy te światła nie mogą się zmienić? Ponownie wzruszyłam ramionami. Chłopak westchnął, właśnie w momencie gdy zaświeciło zielone światło. Dzięki Bogu. Truchtem przebiegłam na drugą stronę ulicy.
-Po ulicy się nie biega – Krzyknął za mną rozbawiony. A dajże mi spokój! Matthew (wiem, jak się nazywa, gdyż Veronica mi powiedziała) nie poszedł od razu, wiem bo poczułam na sobie jego świdrujący wzrok. Zatrzymałam się na chodniku , aby zawiązać sznurówkę Adidasa, gdy to się zdarzyło. Miałam wrażenie, że wszystko dzieję się w zwolnionym tempie, choć tak naprawdę nie trwało to więcej niż minutę. Matthew wszedł na jezdnie właśnie w momencie gdy światło zmieniło kolor na czerwony, a zza rogu wyjechał rozpędzony Jeep. Brunet był tak pijany, że zauważył go bardzo późno. Nie myśląc wiele zerwałam się i pobiegłam w jego stronę. Wiatr zerwał mi kaptur z głowy, ale miałam to gdzieś.
-Uważaj! – Krzyknęłam do niego ignorując fakt, że mnie zobaczy. Wbiegłam na ulicę chwyciłam go za ramię i pociągnęłam na chodnik właśnie w momencie, gdy Jeep przejechał w miejscu, w którym stał. Usłyszałam jeszcze jakieś głupie wrzaski dochodzące z pojazdu, zanim zniknął mi z oczu.
Siedziałam na chodniku podpierając się ramionami, bo dłonie miałam całe obdarte. Spojrzałam na chłopaka, który w osłupieniu lustrował drogę jednocześnie pocierając głowę.
-Cholera – Mruknął – więcej nie wracam sam po pijaku.
-Dobry pomysł – Wyrwało mi się nim zdążyłam pomyśleć. Świetnie teraz będziemy musieli porozmawiać. Brunet dopiero teraz spojrzał na mnie. Miał zupełnie zdezorientowaną minę.
-Znam cię – Wybełkotał w końcu nie odrywając ode mnie wzroku. Ta, przed chwilą uratowałam ci życie, a poza tym mieszkamy naprzeciwko siebie. Aha i jeszcze chodzimy do tej samej szkoły oraz raz jak wracałeś z jakiejś imprezy… zresztą nie ważne.
-Naprawdę? – Powiedziałam z lekką nutą sarkazmu. On nadal przyglądał mi się zaciekawiony. O co mu chodzi? Czy mam coś na twarzy?
-Tak – Powiedział nagle –Mieszkamy obok siebie. Szok! Jednak potrafi dodać dwa do dwóch.
-Trudno ukryć – Mruknęłam cicho przypominając sobie incydent z wakacji – Też to zauważyłam. Jasny gwint, skąd u mnie ta sarkastyczna postawa?
-Jestem Danielle – Przedstawiłam się, wiedząc że wcześniej czy później i tak bym musiała to zrobić. Zauważyłam, że w oczach bruneta zamigotały iskierki.
-A ja M.. mm.. Ma… Matt – Wybełkotał w końcu. Na serio nie wiesz jak się nazywasz? Spojrzałam na niebo. Zaczęło się przejaśniać. Podniosłam się powoli z ziemi co nie było łatwym zadaniem zważywszy na mój obolały od upadku tyłek.
-Dasz radę wstać? –Zapytałam obojętnie. Chłopak kiwnął głową i zaczął się podnosić, ale syknął i z powrotem opadł na chodnik.
-Albo jednak nie – Jęknął podwijając nogawkę spodni. Miał opuchniętą prawą kostkę. Westchnęłam i niechętnie podeszłam bliżej. Pachniał alkoholem i drogimi perfumami. W sumie nie najgorzej. Dotknęłam jego kostki delikatnie, a choć syknął nie odsunął nogi tylko bacznie obserwował moje poczynania.
-Wygląda na skręconą – Stwierdziłam chwilę później.
-Skąd wiesz? – Zapytał ,a ja spojrzałam na niego jak na idiotę, ale darowałam sobie nieprzyjemną uwagę.
-Moja mama jest lekarzem i pokazywała mi jak wyglądają objawy skręcenia. A poza tym wystarczy spojrzeć.
Niechętnie zwrócił swój wzrok na obrzęk, aby chwilę późnej zamknąć oczy i obrócić głowę. Wydałam z siebie cichy chichot. Jego usta wykrzywiły się w zabawnym grymasie.
-Czy ja od tego umrę? – Zapytał przerażony, a ja z ledwością powstrzymałam śmiech.
-Jeszcze nikt nie umarł od skręcenia stawu skokowego, ale możesz być pierwszy – Powiedziałam rozbawionym tonem.
-To nie zabawne. Ja się naprawdę pytam – Mruknął, choć wyczułam w jego głosie nutkę śmiechu.
-Wątpliwe. – Westchnęłam , wiedząc co powinnam zrobić. Może jednak nie będę musiała? Pomogłam mu wstać. Przerzucił jedną rękę przez moje ramiona i podczas, gdy skakał na jednej nodze pomogłam mu iść do przodu. Skoro i tak uratowałam mu życie to co tam odprowadzenie go pod dom. Przecież mieszkamy obok siebie. Dotarliśmy do naszej ulicy. Niefortunnie moja mama, akurat wyszła na werandę. No tak powinnam już dawno wrócić. Zauważając mnie i prawdopodobnie również Matthew wybiegła nam na przeciw.
-Danielle, czemu tak długo cię nie było? – Zapytała. Czyli jednak jest na w poły ślepa. A ona ponoć jest lekarką!
-Sorry, ale znalazłam kolegę ze szkoły ze skręconą kostką – Wyjaśniłam spokojnie. Dopiero teraz go zauważyła.
-Ojej, skarbie nic ci nie jest? - Oczywiście włączyła swój tryb pediatry – co ci się stało? Matt już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale go wyprzedziłam.
-Potknął się o krawężnik przechodząc przez ulicę - Oznajmiłam szybko rzucając mu jednoznaczne spojrzenie.
-Oj no dobrze, choć tu zobaczę twoją kostkę – Powiedziała chwytając Matthew za drugą rękę i całą trójką weszliśmy do naszego domu. Brunet nie protestował, ani też nie wyrażał aprobaty. Był zdezorientowany. No tak, pewnie nadal był pod wpływem alkoholu. Posadziłyśmy go na jednym z foteli w salonie, a potem moja mama się nim zajęła. Ja w tym czasie poszłam do swojego pokoju. Wzięłam normalne ubrania i poszłam do łazienki. Tam zerknęłam na swoje dłonie. Nie wyglądają za dobrze. Obmyłam je w umywalce sycząc przy tym cicho. Potem wzięłam szybko prysznic i ubrałam się Zeszłam na dół. Mama właśnie owijała nogę Matt’a bandażem, podczas gdy on sam zwijał się niemiłosiernie z bólu. Nie przeszkadzając im weszłam do kuchni i chwyciłam jabłko. W ciągu roku mało jem pożywnych śniadań. Taka już jestem. Weszłam do salonu, właśnie w momencie kiedy moja rodzicielka skończyła swoją pracę.
-Dani, jak będziesz szła do szkoły odprowadź Matthew do domu – Powiedziała. Mruknęłam cicho, chwyciłam plecak na jedno ramię na drugim zaś Matt usadowił swoją rękę. Te kilka metrów przebyliśmy w ciszy. Odprowadziłam go do samej furtki.
-Dzięki – Powiedział nagle – Za pomoc – Dodał cicho. Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się lekko.
-Następnym razem jak jakiś rozpędzony samochód będzie jechał na ciebie to zareaguj szybciej - Oznajmiłam. Chłopak cicho się zaśmiał, aby chwilę później spoważnieć.
-Naprawdę dziękuje i nie wiem jak ci się odwdzięczę – Wyznał. Po prostu daj mi spokój. Albo mnie pocałuj. Cholera, Danielle uspokój się! Nie chcąc kontynuować rozmowy spojrzałam na złoty zegarek oplatający mój nadgarstek.
-Dobra tam, kiedyś coś wymyślisz – Mruknęłam – Muszę iść do szkoły – Dodałam jeszcze i ruszyłam przed siebie. Za sobą usłyszałam jak chłopak kuśtyka cicho klnąc pod nosem. Rozkazałam samej sobie się nie odwracać i iść przed siebie. I w ten oto sposób zaczęła się moja, a raczej nasza historia…



----------------------------------------------------------

Pam, pam, pam, baaaam. Nareszcie jest rozdział 6! Jej! Wczoraj miałam napływ weny i napisałam, aż 6 stron!Dzisiaj tylko dokończyłam. Tak wiem rozdział trochę... jakby to ująć... ciekawy XD nie mogłam się powstrzymać z tą sytuacją na parkingu. No i scena w klubie. Za dużo porno XD ostatnio czytałam 50 twarzy Greya. Już wiem jak to pisać !!! ;P Haha, mam nadzieję że się podoba. Może powinnam ustawić bloga w kategorii +18 XD bo uprzedzam, że może tu być trochę wiecej takich scenek. Mniam. Pozdro!
 

 
Heloł!

Niestety nie przychodzę z kolejnym rozdziałem i raczej w najbliższym czasie się on nie pojawi (zaczęłam go pisać, ale wena utknęła gdzieś pomiędzy: nie, a nie wiem). W ramach rekompensaty dodaje logo, które sama zrobiłam Myślę, że wyszło całkiem nieźle. Co prawda używałam zdjęć z internetu, ale trochę to zajęło. Co o nim myślicie? Poniżej dodaję.

Hmmm, lubię to robić może powinnam robić to dla innchy? Oczywiście za free. Mam pomysł: Jeżeli komuś podoba się to logo i chciałby żebym mu zrobiła (za darmo, i am altruista XD) nich napisze mi w komentarzu albo na priv ;p

PS. Historia tego loga jest taka, że miało być na innego bloga ale miałam problem ze znalezieniem odpowiednich obrazków XD także jest logo No Ideal Love ;p
 

 
Okej, jeśli chodzi o najnowszy rozdział TEGO opowiadanie to wyznam, że zaczęłam coś tam skrobać ale mam blokadę (to wszystko wina tych run!XD). Mam obraz tego co się będzie działo w przyszłości, ale z teraźniejszością mam nie mały problem. Dlatego zwracam się z prośbą do Was czytelnicy. Jeżeli macie jakieś pomysły co mogłoby się wydarzyć (choćby najmniejsze scenki) to napiszcie mi swoje propozycję. Oczywiście za każdy wykorzystany pomysł postaram się odwdzięczyć (ale nie liczcie na kasę ;p). Tak więc z góry dziękuję za wszelkie pomysły!

PS. Oczywiście uprzedzając mam też kilka własnych, ale jak wspomniałam wyżej na dalszą fabułę, niż tę na której poziomie aktualnie jestem.
 

 
Jak wiadomo zaczął się nowy rok szkolny. Dla mnie jest to jeden z najcięższych, bo trzecia gimnazjum. Wiecie ten cały egzamin i podwyższanie ocen, potem podania do szkół itd. Zważywszy na mój napięty plan lekcji (szczególnie w poniedziałki) rozdziały będą pojawiały się rzadziej. Poza tym ma też inne "projekty". Jeśli będę coś pisać to najprawdopodobniej w weekendy i dni wolne (czasem w tygodniu jak coś wpadnie). Jeśli chodzi o No Ideal Love szóstego rozdziału, nawet nie zaczęłam pisać. Przykro mi, ale jeżeli na coś wpadnę postaram się opublikować nowość jak najszybciej i poinformować moich stałych czytelników. Oraz (mam nadzieję) zachęcać nowych To moje dość rozwlekłe usprawiedliwienie. Czekajcie cierpliwie, a tym co pierwszy raz widzą mój profil... zapraszam do przeczytania mojego opowiadanie
 

 

6 wrzesień 2013 r. Piątek
~Danielle~

Uniosłam głowę i zatonęłam, dosłownie. Utonęłam w błękitnych wodach Oceanu Spokojnego i nie chciałam wynurzać się na powierzchnię. Idealna woda pochłaniała mnie całą, a ja nie walczyłam. Zapragnęłam tylko pozostać jedną z fal pieniących się na płyciznach i powracających raz po raz do oceanicznego błękitu. Z rozmarzenia wyrwał mnie głos demona.
-Coś ci upadło – Usłyszałam miękki aksamit wydobywający się z jego gardła. Z trudem powstrzymałam myśl o krzyknięciu na cały głos: „Pali się!” i ucieknięciu w popłochu. Robiąc jak najpoważniejszą minę odebrałam od chłopaka swoje rzeczy, cicho podziękowałam i szybkim krokiem zniknęłam za rogiem, nawet nie obracając się za siebie. Zeszłam piętro niżej i dopiero teraz podbiegłam do łazienki. Sprawdziwszy uprzednio wszystkie kabiny weszłam do jednej z nich i zamknęłam się. Zjechałam po drzwiach, dając ukojenie moim rozszalałym zmysłom i dudniącej głośno krwi w moich żyłach. Nie wiem, dlaczego tak na niego zareagowałam. To przecież zwykły chłopak, który raz pewnie za dużo wypił i odbiło mu. Dan, kretynko uspokój się! On tylko podał ci książki. To nic takiego, każdy zrobił by to samo na jego miejscu. W uszach zabrzmiał mi dzwonek, więc ruszyłam na historię. Ukradkiem trzymałam się blisko ściany, tak na wszelki wypadek.

~Matthew~

Obserwowałem ją zza rogu całą przerwę. Gdy jej podręczniki wylądowały na ziemi odruchowo ruszyłem w jej stronę. Podnosząc książki w tym samym momencie co ona uniosłem wzrok. Jej brązowe oczy wpatrywały się we mnie bezwstydnie. Były ciemne jak gorzka czekolada i błyszczały jak księżyc w pełni.
-Coś ci upadło – Wymamrotałem rozkojarzony, nie mogąc oderwać ani na chwilę wzroku. Krew w moich żyłach głośniej zadudniła, a serce przyspieszyło bicie. Brzuch mnie dziwnie rozbolał. Nawet, gdy odeszła w głąb korytarza nie mogłem się podnieść. Moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Gdy znikła mi z oczu usiadłem na podłodze, na środku pustego korytarza i westchnąłem głośno. Przez te kilka chwil mogłem przyglądać się jej uroczej twarzy. Buzia w kształcie serca, duże ciemne oczy, pełne usta i drobny nosek. Uśmiechnąłem się chytrze do siebie. Na swój kolejny cel obrałem śliczną sąsiadkę z naprzeciwka. Tylko problem w tym, że będę musiał zmienić taktykę, bo ewidentnie ona za mną nie przepada. No i jest młodsza, a ja nie chcę mieć na głowie jej wściekłych rodziców.
Z niemałym trudem podniosłem się z ziemi i poprawiając plecak ruszyłem w stronę wyjścia szkoły. Wyminąłem Aleca bez słowa. Gdy byłem poza terenem szkoły wyjąłem z kieszeni plecaka paczkę fajek i zapalniczkę.
*
Szedłem przez miasto zaciągając drugiego już papierosa. W głowie nadal kłębił mi się obraz dziewczyny, który nawet jakbym bardzo tego pragnął nie znikłby. Cholera, muszę się uspokoić. To tylko dziewczyna, zaliczałem już ich mnóstwo. Jednak w niej było coś innego, dziwnego i magnetycznego. Nie umiem jednak wyjaśnić co. Z takimi myślami doszedłem w końcu do lodziarni, gdzie zawsze w piątki siedzimy z Vermontem i rozmawiamy. Wyrzuciłem niedopałek do kosza obok wejścia. Gdy tylko przekroczyłem próg lodziarni owładnął mną zapach słodkości i chichoty głupawych ekspedientek. Ruszyłem w stronę stolika stojącego w rogu, gdzie zawsze siadaliśmy z Vermontem. Dwie dziewczyny za ladą blondynka i szatynka powitały mnie swoimi piskliwymi głosikami. Pewnie to jedne z dziewczyny, które miałem okazję zobaczyć nago, ale tego nie pamiętam. Czuję, że jakby zapytał kiedyś taką laskę, skąd się znamy to zaciągnęła by mnie w cichy kąt. Albo nawet byłaby w stanie rozebrać mnie i siebie na środku zatłoczonej sali. Usiadłem na wygodnym krześle obitym sztuczną skórą. Vermont jeszcze nie przyszedł. Jak to on. Zawsze się spóźnia, to jego nawyk. Wreszcie ciemnowłosy chłopak pojawił się przy lodziarni. Nim jeszcze wszedł do środka pożegnał się ze swoją dziewczyną Melody. W przeciwieństwie do mnie on umie się zaangażować, bo są razem od dwóch lat. Przewróciłem oczami, gdy idąc w moją stronę zaglądał za nią.
-Jak tam Romeo? – Zapytałem, gdy wreszcie raczył usiąść naprzeciw mnie. Byliśmy raczej różni, a jedyne co nas łączyło to długo letnia przyjaźń i imprezy. Kiedyś było tego, więcej ale zaczął chodzić z Mel i wszystko się zmieniło. W sumie nic do niej nie mam, jest w miarę spoko ale trochę rządzi Vermontem. Niestety on jest w niej ślepo zakochany i tego nie widzi. Ale przynajmniej są w dobrym związku. Przybiliśmy sobie piątkę.
-To co kiedy ślub? – Zakpiłem. Vermont obrzucił mnie znaczącym spojrzeniem.
-Jak ty będziesz miał dziewczynę dłużej niż trzy miesiące – Odparował. Zaśmiałem się głośno. Wkrótce podeszła do nas nieśmiało kelnerka. W przeciwieństwie do dziewczyn za ladą ta nie gapiła się na mnie jak na greckie bóstwo. Była niska i miała brązowe włosy. Chyba kojarzę ją ze szkoły. Złożyliśmy u niej zamówienie. Odeszła od naszego stolika niezgrabnie w kierunku kuchni. Gdy wróciła z naszymi zamówieniami, a potem odeszła zacząłem temat.
-Słuchaj, potrzebuję twojej pomocy – Powiedziałem przełknąwszy deser. Vero uniósł na mnie swoje ciemnozielone oczy.
-Co jest? – Zapytał. Rozejrzałem się wokół.
-Chodzi o dziewczynę – Wyznałem. Chłopak spojrzał na mnie pytająco.
-Z tego co wiem masz w tym niezłą wprawę i raczej moja pomoc jest ci zbędna – Oznajmił beznamiętnym tonem.
-Wiem, ale tym razem jest inaczej – Westchnąłem. Spojrzał na mnie pytająco. – Ona jest nieśmiała i inna niż wszystkie inne. Vermont zachichotał.
-Inna, niż inne – Zamyślił się – ciekawy dobór słów.
-Nie słuchasz mnie! – Warknąłem.
-Wybacz – Wyznał – ale nie wierzę, że taka dziewczyna mogła by cię kręcić. Spiorunowałem go wzrokiem. Nabijał się ze mnie przez dobre kilka minut, zanim mogłem dojść do głosu. Zapytał mnie o jej imię. Zatkało mnie. Jakoś nie wpadło mi do głowy, żeby dowiedzieć się jak się nazywa. Zaczerwieniłem się, a Vero spojrzał na mnie jak na idiotę.
-Jesteś geniuszem – Oznajmił po krótkiej chwili – żeby zabujać się w dziewczynie, której imienia nie znasz.
-Ej, ej – Przerwałem szybko – kto tu mówi o bujaniu się – Zaprzeczyłem.
-Więc co chcesz jak zwykle przelecieć i tyle? – Zapytał bezsensu. To pytanie w stosunku do mnie retoryczne. Przytaknąłem jednak. Blond włosa była pociągająca i być może mógłbym spędzić z nią nawet trochę więcej niż jedną noc. Westchnąłem teatralnie, dając znać Vermontowi, że MUSI mi pomóc. Szatyn skrzywił się na widok mojego błagalnego wzroku, którym wymuszałem na nim pomoc do której skory raczej nie był.
-To co o niej wiesz? – Zapytał znużonym tonem połykając kolejną łyżeczkę loda. Przez chwilę musiałem się zastanowić, zbierając wszystkie fakty jakich zdołałem się do tej pory dowiedzieć. Nie było tego dużo, ale zawsze coś. Gorzej jakbym powiedział tylko jak wygląda, albo nawet i nie!
-Więc – Zacząłem – Mieszka obok mnie, chodzi do tej samej szkoły do czwartej klasy… - Chciałem dalej kontynuować wyliczankę, lecz w tej chwili Vermont mi przerwał.
-Chcesz zarywać do piętnastki! – Warknął na mnie cicho. Wzruszyłem ramionami. Zupełnie nie mam pojęcia o co mu chodzi, ja w jej wieku już byłem po tych sprawach. Ba, ja już byłem po tym w wieku czternastu lat. Więc naprawdę nie rozumiem o co chodzi.
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi – Stwierdziłem po prostu.
-Nie sądzisz, że to mała przesada?
-Niby dlaczego sam zacząłeś spotykać się z Melody w podobnym wieku – Skwitowałem. Na jego twarz wypłynął grymas. Wiedział, że to prawda.
-Ta, ale jest mała różnica między spotykać się a wypożyczyć na jedną noc – Wycedził przez zęby.
-Próbujesz się wymigać – Zignorowałem jego słowa.
-A jej rodzice? – Spytał. Poczułem ukłucie w sercu, jakby ktoś wbił mi tam szpilkę. Samo słowo doprowadzało mnie do osłabienia.
-Widziałem tylko jej matkę, ojca nie prawdopodobnie siedzi ciągle w pracy – Oznajmiłem. Chłopak odburknął coś nie zrozumiałego pod nosem, kończąc deser. Odsunął od siebie pusty kielich. Westchnął przeciągle i patrzył na mnie przenikliwie. Miałem wrażenie, że próbuje wywiercić mi dziurę w głowie, aby wyczytać pobudki mną kierujące. Czasami naprawdę nie mogłem znieść tego jego okropnego spojrzenia. Spuściłem głowę bawiąc się łyżeczką w pozostałości po lodach. Czasami mam wrażenie, że zachowuje się, jakby był moim starszym bratem. A przecież do jasnej cholery jesteśmy w tym samym wieku i to ja jestem starszy o cztery miesiące! Mimo to on jest ten rozsądniejszy. Oczywiście umiał szaleć, robił grube melanże, ale umiał myśleć i ograniczać się. Tej cechy mu zazdrościłem. Wkrótce pojawiła się jakaś starsza kelnerka i zbierając naczynia. Uprzednio zapłaciwszy w kasie wyszliśmy z kawiarni. Przed drzwiami Vermont zatrzymał się jeszcze na chwilę i spojrzał w moją stronę.
-A jak ma wyglądać moja pomoc? –Zapytał.
-Jakkolwiek – Jęknąłem. Chłopak głośno westchnął, pożegnał się ze mną i ruszył w swoją stronę. Piesza podróż powrotna do domu zajęła mi jakąś godzinę. Nie spieszyłem się tylko myślałem. W jaki sposób uwieść nieśmiałą, unikającą mnie nastolatkę? Hm, może na początek ją do siebie przekonam, aby niezależnie co mówią jej osoby trzecie, zobaczyła że nie jestem taki zły. Albo przynajmniej odniosła takie wrażenie. W sumie to ciekawi mnie co tam jeszcze na mój temat wygadują.
  • awatar Beznadziejna nadzieja.: podoba mi się jak zawsze :)
  • awatar †Tyśka†: Nawet fajne, styl pisania lekki i zrozumiały ;D tylko czasami przeszkadzały mi powtórzenia, ale poza tym ciekawe czekam na kolejne rozdziały c: zapraszam do mnie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
6 wrzesień 2013 r. Piątek

~Matthew~

Każda cząsteczka mojego ciała drżała spowodowana jej bliskością. Nasze ciała czekały tylko na zjednoczenie się ze sobą. Oceaniczny błękit rozgrzewa namiętność między nami. Idealnie dopasowani tkwimy we własnym świecie, gdzie nikt inny nie ma wstępu. W uszach rozbrzmiewają ciche głosy. Nasze. Splecione w harmonii, w której nigdy nie zabrzmi fałsz. Czuję jak mojego policzka dotykają delikatne koniuszki palców. Jednak wiem, że jeśli tylko spuszczę spojrzenie wszystko pryśnie jak bańka. Wtem słychać odległy pisk. „Zignoruj to” , wymruczał głos. Próbuje, jednak pisk staje się nadto uciążliwy. Nie mam wyboru…

Mocnym uderzeniem pięści wyłączyłem upierdliwy budzik. Jak on mnie od paru dni wnerwia! W sumie to od kiedy wróciłem do szkoły. Jest cholernie uciążliwy. Niechętnie wygramoliłem się z łóżka. Ale dziś nareszcie piątek! Wyjrzałem przez okno na biały domek naprzeciwko. Jasnowłosa dziewczyna, która tam mieszka chodzi do czwartej klasy, czyli ma piętnaście lat jak się nie mylę. Mimo, że jest młodsza muszę przyznać iż jest bardzo seksowna. Przyznam szczerze, że w szkole ciężko było mi oderwać wzrok od jej poruszającego się z gracją anioła drobnego ciałka. Jednak muszę przyznać, że coś w niej zdaje mi się niezwykle znajomego. Jest w niej coś takiego, przez co mam czasami dziwne sny. I to nie tylko te cieknące czystym erotyzmem (a trzeba przyznać, że te często mi się zdarzają), ale takie… inne. Jeden pamiętam bardzo dokładnie.

Leżałem na łóżku. Wtulony w kogoś, ale nie wiedziałem kim ten ktoś jest. Gdy spojrzałem na osobę zauważyłem mężczyznę. Gdyby to nie był sen zwiałbym pewnie, gdzie pieprz rośnie, ale nie. Ów mężczyzna miał długie blond włosy i jednodniowy zarost. Jego szerokie ramiona otulały mnie. Spojrzałem na siebie. Długie szczupłe nogi, smukłe dłonie i taki jakiś dziwny kształt mojego brzucha. Byłem kobietą, w tym śnie. Nagle usłyszałem (usłyszałam?) płacz dziecka. Odwróciłem się w stronę łóżeczka stojącego przy ścianie. Ostrożnie podszedłem do niego. W środku leżało płaczące niemowlę, które na mój widok uspokoiło się i zaczęło śmiać. Wziąłem dziecko na ręce i przyjrzałem się mu. Było piękne. Pukiel ciemnych włosów delikatnie układających się na czubku głowy, jak sądzę, dziewczynki. Miała śliczne brązowe oczka, co znaczyło że nie była już całkiem takim niemowlakiem. Była bardzo podobna do mężczyzny leżącego na szerokim łóżku. Podszedłem z bobasem do lustra, które było równocześnie drzwiami od szafy. W odbiciu zobaczyłem piękną, dorosłą kobietę z podobną pod kilkoma względami do niej… córką. Również miała kruczoczarne włosy i owalną twarz. Mały nosek i kształtne usta. Jedynie jej kolor oczu był inny. Nie! On był… niezwykły! Pomarańcz lekko przechodzący tuż przy źrenicach w żółć. Natomiast granicząc z białkami miał różowawy odcień. Dziecko zaśmiało się, nie budząc nadal ze snu, jak myślę ojca. Tamten przekręcił się na łóżku mamrocząc przez sen. Wiedziałem, że to są imiona jednak nie umiałem ich wychwycić. Jedno z nich zaczynało się chyba na E. Znów ostrożnie zbliżyłem się do kołyski i odłożyłem dziewczynkę. Zamachała kończynami i wyglądała jakby chciała mi coś powiedzieć. Nagle zaczęła rosnąć. Cofnąłem się o krok. Przyspieszony rozwój zatrzymał się na etapie około czterech lat. Dziewczynka wstała oparła się o balustradę łóżeczka, po czym spojrzała na mnie. W jej oczach zauważyłem łzy, a pojedyncza krople spływały po jej miękkich policzkach.
-Mamo – Wyszeptała przez szloch – Plose nie zostawiaj mnie i taty – Zasepleniła, a następnie rozpłakała się. W tym samym momencie sen się rozpłynął.

Znów byłem facetem w swoim łóżku.
Tego dnia obudziłem się we łzach. Tak jakoś zrobiło mi się ciężko na sercu. Naprawdę było mi żal tego dziecka. Chociaż wiem, że to był sen (i to bardzo dziwny, bo byłem kobietą) miałem ochotę złapać te małą istotkę, przytulić i szeptać że nigdy jej nie zostawię. W tym śnie poczułem jakbym naprawdę był matką ów dziecka. Było to jak się nie mylę trzy dni temu. Przed wczoraj też miałem dziwny sen. Tym razem nie było w nim dziecka, ale tamten mężczyzna. Tyle, że był trochę młodszy, nie wiele. Wyglądał na mój wiek. Wtedy też byłem kobietą.

Leżeliśmy w łóżku wtuleni w siebie i okryci jedynie satynową kołdrą. Chłopak miał krótsze o kilka centymetrów włosy i rzadszy zarost. Moja dłoń mimowolnie gładziła jego nagi wyrzeźbiony tors. Ciągle coś szeptał w nie zrozumiałym dla mnie języku i gładził moje nagie ramiona. Jego oczy były różnych kolorów. Jedno z nich było intensywnie brązowe, jak gorzka czekolada. Drugie zaś błękitne, niczym bezkresny ocean. Gdy jego delikatna dłoń zjechała niżej, wzdłuż mojego nagiego ciała, obudziłem się.

Wtedy obudziłem się cały rozgrzany i mocno podniecony. Nawet bardziej, niż po erotycznych snach z moją sąsiadką i „koleżanką” ze szkoły. Przyznam, że było to nieco straszne. A no właśnie szkoła! Czas by się było zbierać. Nie chcę przegapić, ani sekundy patrzenia na zgrabny tyłek blondynki. Wyjąłem z szafy losowy zestaw ubrań i mozolnymi ruchami przebrałem się. Chociaż co dziwne dziewczyna unika mnie wszelkim sposobem. Raz próbowałem do niej nawet podejść, zagadać. Ale gdy zobaczyłam mnie kierującego się w jej stronę dziesięć metrów dalej, spuściła wzrok i znikła w tłumie. Nie mam bladego pojęcia o co jej chodzi? Możliwe, że jej nowi znajomi już nagadali coś na mnie. To realne. Wszyscy, którzy uczą się tu od początku wiedzą, że kibluje. Więc łatwo można mnie obarczyć i poniżyć. Ba! Pierwszego dnia szkoły, gdy byłem w toalecie usłyszałem głos jakiegoś chłopaka z piątego, chyba, roku.
-No to się Scever wpierdolił. Kibluje w ostatniej klasie – Powiedział do swojego kolegi. Ja w tym czasie siedziałem w jednej z przegród i nasłuchiwałem się obelg na mój własny temat. Faceci u mnie w szkole nie przepadają za mną specjalnie, w przeciwieństwie do dziewczyn które czasami ustawiają mi się w kolejce do łóżka, można by rzec. To jeden z powodu, dlaczego kolesie w szkole mnie nie lubią. Zabieram im dziewczyny. Ale cóż poradzić, jeśli wolą starszego, bardziej doświadczonego? Co prawda mój rocznik mnie raczej lubił, ale młodsi nie specjalnie jak widać. Pewnie liczyli, że gdy skończę szkołę wszystkie dziewczyny będą ich. O, proszę! A tu taka niespodzianka! Nadal tu jestem! Nie martwcie się, nie zostawię was! Tęskniłbym!
Ubrany zszedłem na dół do kuchni. Z szafki wyjąłem karton płatków, a z lodówki mleko i zrobiłem szybkie śniadanie. Zerknąłem na elektryczny zegarek wbudowany w kuchenkę. 7:25 A.M. Mam jeszcze trochę czasu. Zresztą i tak zawsze się spóźniam. To u mnie normalne. Nauczyciele są już z grubsza, do tego przyzwyczajeni. Po niesytym śniadaniu wyszedłem domu.
Jak zwykle do szkoły dojechałem spóźniony. Ale tym razem powodem, był zawalony parking szkolny. Po korytarzach nadal chodzili pojedynczy uczniowie i nauczyciele. Przy głównych drzwiach stał stary ochroniarz. Ubrany w jasnoniebieską koszulę opinającą się na jego grubym, okrągłym brzuchu. Wsadził ją do granatowych spodni, spiętych czarnym paskiem. Na stopach miał czarne chodaki.
-Dobry Panie Alec– Powiedziałam do łysego mężczyzny. Jak każdego dnia obrzucił mnie morderczym spojrzeniem. Wiem, że mnie nie lubił. Zawsze wymykałem się obok niego wraz ze znajomymi na papierosy, a gdy jakiś nauczyciel nas przyłapywał, to Alec dostawał opieprz za to, że nas nie przypilnował. Dziwi mnie tylko , że go jeszcze nie wywalili z pracy.
Bez trudu odnalazłem klasę i pojawiłem się szybko w sali – sam. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. No co za okropny rocznik mi się trafił!
-Pan Scever jak mniemam? – Usłyszałem głos kobiety siedzącej za biurkiem, gdy usiadłem z tyłu klasy. Nie poznałem jej. Najwidoczniej była nową nauczycielką historii. W sumie to nasz poprzedni historyk był już dość stary i mój rocznik dobił go całkowicie. Choć ta kobieta nie wyglądała za przyjemne. Miała krótkie, czarne sztywne włosy i ostry wyraz twarzy. Zmarszczki na jej twarzy pokazywały jak jest stara. Pewnie przeżyła Wojnę Secesyjną.
Zdezorientowany jedynie przytaknąłem. Ubrana w szarą kredową spódnicę i biało czarny sweter, ruszyła w moją stronę. Wszyscy, włącznie ze mną, obserwowali jej powolne ruchy. Wreszcie stanęła przede mną i oparła się swoimi chudymi rękami. Rękawy swetra miała podwinięte, więc widzieliśmy ohydnie obwisłą skórę jej ramion.
-Posłuchaj mnie chłopcze – Zaczęła swój monolog. Jej ochrypły głos odbił się echem w moich uszach. Bladobłękitne tęczówki przewiercały mnie na wylot. Starałem się wyglądać jak najnaturalniej. Jakby ta potworna baba, wcale mnie nie przestraszyła. – Nie wiem co robiłeś na lekcjach Pana Bucetta , ale u mnie nie będziesz miał tak łatwo – Ogarnęła mnie chęć, podziękowania temu kto układał nam plany lekcji, za to że historię mam raz w tygodniu. Po tym krótkim zdaniu powróciła do swojego biurka. Miałem wrażenie, że przez całą lekcję nie chciała spuścić ze mnie wzroku. Gdy unosiłem spojrzenie na nią, niby robiła jakieś notatki. Ja wiem, że wtedy ukradkiem się na mnie gapiła. Była straszna, dlatego z wdzięcznością po dzwonku przeszedłem na inną lekcję. W drodze szukałem blond czupryny. Co prawda było takich mnóstwo, jednak nigdzie tej właściwej. Zastanowiłem się, dlaczego wciągu tego tygodnia odstałem takiej obsesji. To było dziwne jak na mnie. Potrzęsłem głową. Zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec przerwy. Z jękiem pokierowałem się do kolejnej klasy.

~Danielle~

Unikając mojego nowego prześladowcy, a przynajmniej tak go nazywałam, chodziłam korytarzem poznając budynki szkoły. Ilekroć go widziałam zwiewałam. Wiem, że to dziecinne, ale od tamtego incydentu boję się troszkę. A jeszcze muszę chodzić z nim do szkoły. Dobrze, że jest starszy, bo nie mamy wspólnych zajęć. Stanęłam obok swojej szafki wymieniając książki, kiedy usłyszałam głos mojej nowej koleżanki z geometrii.
-Cześć Danielle idziesz na lekcje? – Zapytała niska dziewczyna o włosach w kolorze kasztanu i grubych szkłach na nosie. To była moja jedyna koleżanka. Być może dlatego, że jestem strasznie nieśmiała tak samo jak ona.
-Cześć Vera – Przywitałam się z małą brunetką – tak zaraz idę, tylko wyjmę książki. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i oparła o metalowe szafki wyczekująco. Wzięłam podręczniki i obie ruszyłyśmy w głąb korytarza. Ukradkiem patrzyłam, czy wokół nie ma bruneta. Na całe szczęście go nie zauważyłam. Z radością usiadłam w swojej ławce. Dziś była lekcja o objętości graniastosłupów.
Reszta lekcji oraz przerw minęła podobnie. W końcu nadeszła ostatnia przerwa, a po niej ostatnia lekcja jaką była historia. Z ulgą podeszłam do mojej szafki numer 563 i wymieniłam podręczniki. Schowałam hiszpański i wyjęłam podręcznik, dwie pary ćwiczeń oraz zeszyt. Załamka, najwięcej mam do noszenia na historię. Ułożyłam sobie wszystkie książki w ramionach, a na sam czubek dałam piórnik. Poczułam jakby ktoś mnie obserwował, choć korytarz był niemal pusty na tym piętrze. Wszelki hałas dochodził z niższych kondygnacji. Zignorowałam to odczucie. Łokciem zamknęłam drzwiczki. Wyjęłam spod książek jedną rękę, próbując przekręcić kluczyk. Niestety. Wszystko co trzymałam upadło na podłogę. Cicho warknęłam. Gwałtownie przekręciła kluczyk i wyszarpałam go wkurzona. Uklękłam chcąc pozbierać rzeczy. Na książkach oprócz moich spoczęły jeszcze czyjeś ręce…

-------------------------------------------------

Taka mała informacja: to ostatni rozdział dodany tak szybko, ponieważ 5 jest w trakcie tworzenia
 

 
30 sierpień 2013 r. Piątek

~Matthew~

Poczułem ostre ukłucie w sercu, a moje oczy momentalnie zamazały rzeczywistość. Zatrzasnąłem szybko drzwi i wbiegłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Od tamtego feralnego dnia minęło już sześć lat. Na początku opiekowała się mną rodzina Clavis, czyli Jamie oraz Frederic, ale w wieku szesnastu lat wyprowadziłem się do mojego starego domu, w którym aktualnie mieszkam. Nie dawno odzyskałem cały majątek rodziców. Pokój moich rodzicieli zamknąłem i postanowiłem nigdy tam nie wracać, aż do dziś. Tyle, że to był przypadek. Zacząłem bujać się w przód i w tył, próbując złapać oddech i uspokoić się. Oddech miałem przerywany i niespokojny. To było strasznie bolesne wspomnienie. Z mojego gardła wydobył się chrapliwy odgłos mojego szlochu. W życiu staram się być twardym, ale kiedy myślę o rodzicach... po prostu pękam.
Pewnie teraz każdy myśli: "Hej, zaraz! Skoro mieszkał u Clavis'ów to co z Jessicą?". Otóż nic. Pomiędzy nami była tylko przyjaźń i nic więcej. W sumie to próbowaliśmy być razem. Ale nie wyszło. Zresztą skończyło się na tym, że przespaliśmy się ze sobą, co było i dla mnie i dla niej pierwszym razem, no i tyle. Ale jakiś rok temu zerwaliśmy kontakt. Może to i lepiej. Z tego co wiem Jess wpadła nie dawno w złe towarzystwo. Oczywiście nie sugeruje niczego, ale... wiecie o co mi chodzi.
Po kilku minutach ból ukoił się trochę. Zszedłem na dół i wypiłem szklankę chłodnej wody. Odchyliłem głowę do góry i wziąłem głęboki oddech. Otarłem ostatnie łzy z policzków.
Usiadłem na kanapie w salonie i spojrzałem na wyświetlacz telefonu. SMS od Vermonta:
"Dziś impra u mnie. Wbijaj o 20 ! And Matt, uwaga! Talia będzie ;/".
Jęknąłem głośno. Talia to taka laska, która uczepiła się mnie cholernie. Człowieku, jedna wspólna nocka i od przypieprza się do mnie. Przez chwile, nawet wahałem się czy warto iść. Jednak stwierdziłem, iż tak będzie lepiej dla mnie. Od dwóch lat jestem na praktycznie każdej imprezie i nie ładnie by było mi nagle zniszczyć sobie reputacje. Zaśmiałem się cicho, po czym zerknąłem na zegarek: 1:43. Jak ten czas szybko płynie. Na prawdę minęła już godzina? No dobra. Lodówka jest pusta, trzeba by zrobić zapasy. Wróciłem do SWOJEGO pokoju, gdzie przebrałem się. Ubrałem jeszcze Air Force'y i ruszyłem na dwór. Uderzyło we mnie gorące powietrze Arizony. Zmrużyłem oczy, gdy jaskrawe światło oślepiło mnie na kilka chwil. Otworzyłem drzwiczki mojej Skody Rapid i od razu otworzyłem elektryczne okna oraz zapuściłem klimę. Oparłem się o wygodne siedzenie. Wyjrzałem za okno. Z domu obok wyszła właśnie jakaś szatynka. Zamknąłem okno obok siebie i zacząłem się jej przyglądać. Była ewidentnie młodsza. Na oko miała piętnaście, czternaście lat. Trochę przypominała, jak mniemam, swoją matkę. Może i jest młodsza ode mnie, ale nawet atrakcyjna. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Nie wiem, dlaczego ale zdawała mi się znajoma. Skierowała się w stronę ogródka za domem. Chyba mnie nie zauważyła. Gdy zniknęła m i z oczu, odpaliłem silnik i wyjechałem na jezdnię. Do sklepu dojechałem w kilka minut, a drugie tyle zajęły mi same zakupy. Nie jestem jak dziewczyny i nie łażę po sklepach szukając, nie wiadomo czego. Wiem co chcę. I nie tylko chodzi mi tu o to co kupuję, ale również o życie. Stąpam, jak to się mówi: „twardo po ziemi”.
W domu byłem wpół do trzeciej. Wnosząc zakupy ukradkiem zerknąłem na dom obok. Dziewczyny nie było. Zrezygnowany i obojętny zarazem wszedłem do środka. Szybko pochowałem rzeczy na swoje miejsce. Zostawiłem sobie jedynie butelkę wody m mineralnej i paczkę chrupek kukurydzianych. Jakoś straciłem apetyt po porannej sytuacji.
Resztę dnia spędziłem na skakaniu po kanałach, czyli moja normalna, zwykła sobota. Dopiero jakieś piętnaście minut przed wyznaczoną przez Vermonta godziną zacząłem się szykować. No cóż, trzeba się ładnie spóźnić. Ubrany równo o 200 wyszedłem z budynku. Do organizatora miałem raptem piętnaście minut drogi na piechotę. Gdy byłem już nie cały kilometr od jego chaty do moich uszu zaczęły dobiegać dźwięki muzyki. Im bardziej się zbliżałem tym hałas bardziej narastał. Głośne basy uderzały o moje bębenki i sprawiały im lekki ból, do którego byłem przyzwyczajony. Drzwi były otwarte, więc bez zbędnych uwag wszedłem. W środku dotarł do mnie odór alkoholu zmieszanego tytoniem i charakterystycznym zapachem trawki. Już na powitanie przylazła do mnie grupka znajomych pociągając mnie w stronę stolika z używkami. Ukradkiem rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu tego natręctwa, co podobno ma tu być. Na szczęście jej nie widziałem. Może jednak nie przyszła? Jakże złudne były moje rozmyślania. Wysoka blondynka wypudrowana w chuj, właśnie wyszła z łazienki. Szybko ukryłem się pomiędzy znajomymi kucając nisko. Oczywiście z łatwością zrozumieli o co mi chodzi i kryli mnie. Gdy wreszcie jedno z nich dało mi znać, iż jest już czysto. Westchnąłem ciężko i wyszedłem z ukrycia. Rozglądnąwszy się, dla pewności, wziąłem ze stołu puszkę piwa. Otwierając puszkę ruszyłem ostrożnie w stronę tarasu.
Na huśtawce siedziała jakaś parka obściskując się, pod nogi podmuch wiatru, przyniósł mi stringi. A to nie było najdziwniejsze. Zewsząd można było usłyszeć głośne, zwierzęce odgłosu zabawiających się, gdzieniegdzie nastolatków. Aż zebrało mi się na wymioty. No dobra, też lubię seks ale żeby robić to tak publicznie, na imprezie i to jeszcze na dworze?! Z trudem połknąłem haust zimnego alkoholu, a następnie poszedłem w miejsce gdzie nie było czuć tej całej opętanej rządzą seksu gołoty młodzieżowej. Usiadłem na kamieniu w rogu ogródka. Jedynym hałasem był tutaj tętent muzyki.
Tak wyglądała mniej więcej moja historia na imprezie, czyli: picie alkoholu, uciekanie przed Talią i seksowymi dzieciakami. Gdy poczułem się już podpity zacząłem iść w stronę domu. Jak się okazało nie samo, bo dość spora grupa znajomych ruszyła ze mną. W drodze każdy podpierał się o każdego. Idioci nawet zaczęli śpiewać kawałki weselne i stadionowe. Gdy zbliżaliśmy się do mojego domu zauważyłem szatynkę wynoszącą śmieci. Obróciła się dając ładny widok na jej tyłeczek.
- Hej mała! – Krzyknąłem i zagwizdałem – niezła dupa! A z przodu jakie widoki?! – Dodałem. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Dziewczyna tylko przyspieszyła kroku i zniżając głowę wróciła do domu. Jak ja kocham alko!
-Hej, Matt kto to był? – Zapytał jeden z moich kolegów.
-Nie wiem, nowa sąsiadka – Zarechotałem. Skierowaliśmy się do mojego domu. Tam impreza zaczęła się na nowo, tyle że nie było aż tak grubo.

***

31 sierpień 2013 r. Sobota

Wstając rano poczułem ogromny ból w czaszce. Jęknąłem i znów ułożyłem się na poduszce. Wstać postanowiłem dopiero po jakiejś godzinie męczarni. Mozolnymi ruchami, podpierając się o ściany. Salon, jak się okazało ,to istny burdel. Skierowałem się do kuchni, wyjąwszy z szafki tabletki nalałem sobie wody do szklanki i z trudem połknąłem lek. Sączyłem drogę przez jeszcze długi czas, czując tą cholerną suchość w gardle. Przeszedłem do salonu. Kalendarz. Przekląłem cicho, jutro do szkoły! Wszyscy moi znajomi już ją skończyli, ale ja oczywiście największy idiota świata musiałem zawalić ostatnią klasę! No i teraz muszę kolejny rok kiblować. Jak zajebiście w ostatni dzień wolności męczę się z kacem. Jak miło. Usiadłem na sofie, próbując sobie przypomnieć co wczoraj robiłem. Pamiętam tylko imprezę Vermonta. Zaraz, w takim razie co ja robię w domu? Rozejrzawszy się po pomieszczeniu, stwierdziłem że to jest mój dom. Wziąłem do ust jeszcze jeden łyk napoju i położyłem się na kanapie, włączając telewizje.

~Danielle~

Obudziłam się rześka i zdenerwowana za razem. Wczoraj miałam porządnego pietra, gdy ten koleś do mnie wyskoczył. Przeszedł mnie instynktowny dreszcz. Od takich właśnie ludzi, mama każe mi się trzymać z daleka. Ale niestety nie mogę zbyt daleko, ponieważ to mój sąsiad. Gość wyglądał na nie więcej niż dziewiętnaście lat, a może i mniej. Zauważając go kątem oka, spostrzegłam w nim coś znajomego, ale nie jestem pewna co i dlaczego.
-Dani, wstawaj już po dziewiątej jest! – Do pokoju wparowała moja mama z informacją, przerywając moje rozmyślania. Przytaknęłam jej i ruszyłam swój zacny tyłeczek z łóżka. Hm, ciekawe czy naprawdę mam niezłe tyły. Zaśmiałam się pod nosem, podnosząc roletę. Spojrzałam ukradkiem na willę. Nikogo nie widziałam. Wyszłam z pokoju i od razu skierowałam się do łazienki w celu moich codziennych ablucji. Po dobrej godzinie gotowa zeszłam do kuchni, gdzie dotarła do mnie woń niedzielnych naleśników mojej mamy. Zaczęłam je pochłaniać, popijając kakao.
-Pamiętasz, że za dwa dni idziesz do szkoły? – Usłyszałam głos rodzicielki.
-Tak –Powiedziała przełykając kęs.
Cóż, po jutrze koniec wakacji, a ja idę do nowej szkoły. To będzie najmroczniejszy dzień w moim życiu…
 

 

30 sierpień 2013 r. Piątek

~Matthew~

Dopiero, gdy w pokoju zrobiło się na tyle duszno, że nie mogłem dalej spać - wstałem z przekąsem. Przetarłem, nadal zaspane oczy i spojrzałem na wiszący na ścianie zegar. 12:53. Boże, jest sobota! To za wcześnie. Mozolnymi ruchami wyszedłem z pokoju i ruszyłem w stronę kuchni. Otworzyłem prawie pustą lodówkę. Warknąłem cicho i zatrzasnąłem z głośnym hukiem drzwiczki. Wróciłem do pokoju. Niestety pomyliłem drzwi i wszedłem do pokoju znajdującego się obok mojego. Te same zielonkawe ściany, limonkowy dywan i wielkie białe łoże z baldachimem. Przełknąłem głośno ślinę, gdy do mojego mózgu zaczęły wracać bolesne wspomnienia.

-Matty, szybciej! - Krzyknęła kobieta. Ciemno brązowe włosy, swobodnie opadały jej na ramiona, a błękitne oczy błyszczały w świetle lampy. Ubrana była w szykowną plisowaną, długą do podłogi, fioletową suknie. Na jej nadgarstkach widniały, piękne, kryształowe bransoletki. Natomiast z jej szyi zwisały długi wisior w kształcie serca z czarnym brylantem.
-Już idę, mamo! - Odpowiedział jej, wówczas jedenastoletni młodzieniec. Zszedł na dół, ubrany w dopasowany garnitur. Kobieta spojrzała na niego ukradkiem, poprawiając kolczyk w uchu.
-Gdzie jest tata? - Zapytał chłopiec.
-Czeka w samochodzie - Odpowiedziała mu matka - Więc, lepiej już chodźmy. Złapała syna za rękę i wyszli z domu. Zamknęła dokładnie drzwi, po czym ruszyli w stronę srebrnego Mercedesa. Brunetka zajęła miejsce pasażera, obok swojego męża, zaś młodzieniec zajął miejsce z tyłu pojazdu.
-No już, jedźmy bo się spóźnimy! - Ponaglała kobieta.
-Już kochanie, tylko się tak nie kotłuj - Zażartował mężczyzna, po czym ruszył. Był ubrany w czarny garnitur, nieco podobny, do tego jaki ma na sobie jego syn. Różnica polegała, na tym iż ten starszy miał granatowy krawat, a młodszy bordową muszkę.
Po około godzinie bezustannej jazdy, dojechali wreszcie na miejsce. Brunet zaparkował na parkingu, przed dużym budynkiem. Z gracją cała trójka weszła do sali. Oczywiście bez trudu, można było zauważyć że odbywa się tu elegancki bankiet. Na stołach rozstawionych praktycznie wszędzie, stały różnorakie dania.Począwszy od zwykłych sałatek, przez pieczone ziemniaki polane sosem ze świeżych ziół, po azjatyckie przysmaki, takie jak sushi; kurczak po chińsku; grzyby shitake; curry z indyka; sajgonki i wiele więcej. A wszystko wyłożone było na wykwintnej zastawie.
-Catrine, Nicolas! - Z zamyślenia, wyrwał chłopca głos kobiety. Rodzice przywitali się z ów damą. Była ubrana w piękna czerwoną rozkloszowaną u nasady, jaskrawo czerwoną suknie. Miała krótkie, idealnie ułożone włosy w kolorze pomarańczy.
-Jamie! - Odpowiedziała Catrine, matka błękitnookiego. Dorośli przywitali się ze sobą. Obok niej stała dziewczynka. Spoglądała nieśmiało zza fałd sukni swojej mamy.
-To jest Jessica - Przedstawiła ją ciemnooka - moja córka. - Uśmiechnęła się miło, próbując przekonać córkę do przedstawienia się. Niestety ta twardo upierała się przy swoim. Ruda przeprosiła za zachowanie pierworodnej, tłumacząc się jej nieśmiałością.
-Oj nic się nie stało - Zaśmiała się Catrine - nasz Dustin, też nie jest śmielszy - Odpowiedziała, wypychając siłą na przód synka. Ten tylko burkną ciche "dzień dobry".
-Co za uroczy chłopak - Stwierdziła Jamie - podobny do ciebie Catrine'o. Obie kobiety uśmiechnęły się do siebie. Następnie wszyscy ruszyli w stronę stolika.
-A to jest mój mąż Frederic - Przedstawiła wysokiego, barczystego mężczyznę we fraku. Frederic oraz Nicolas uścisnęli sobie męsko dłonie, zaś Cate, obdarował lekkim muśnięciem w rękę.
Cały wieczór dorośli prowadzili ze sobą zażartą dyskusję, na temat tego, czy bardziej opłaca się wziąć obligacje, czy wykupić akcje. Przerywali ją wyłącznie, wtedy gdy ktoś przemawiał. Młodzi również po pewnym czasie znudzeni, gadaniną rodziców rozpoczęli konwersację, na temat tego, czy lepszą grą jest Far Cry, czy Call of Duty. Łatwo nawiązali kontakt. Oczywiście nie uszło to uwadze ich rodzicieli, którzy wymienili jedynie między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Tak, obie rodziny były dość znaczące, więc wiązali nadzieję, że ich potomkowie mogli by im w tym pomóc.
Mimo wielokrotnego namawiania rodzice Dustina, nie skosztowali choćby odrobinki alkoholu. Około godziny dwudziestej trzeciej zaczęli się zbierać. Dustin zmęczony z miłą chęcią usiadł na miękkim siedzeniu. Równie zmęczony Nicolas zasiadł za kierownicą, mimo namawiań swej żony, aby zamienili się.
-Spokojnie kotku, dowiozę nas - Zapewniał ją. Włączył silnik, po czym ruszyli. Chcąc znaleźć się jak najszybciej w miękkiej pościeli, mężczyzna pojechał na skróty autostradą. Nim minęli bramkę Catrine już spała. Dustin również przymknął oczy, chcąc utonąć w błogim śnie.
Jechali równą drogą, gdzie prawie nie było żadnych zakrętów, tylko co jakiś czas zjazdy. Ciemne niebo rozjaśniały delikatne płomienie odległych gwiazd. Panowała cisza. Idealnie, by spać. Kierowca oparł głową na kierownicy i zasnął. Przez kilka metrów jechali prosto, ale samochodem w pewnym momencie zarzuciło lekko w bok. Dustin uchylił jedno oko i zamarł.
-Tato obudź się! - Zaczął krzyczeć, jednak nie słyszał go, dzieliła ich tłumiąca dźwięki szyba. Chłopiec darł się na całe gardło i walił w plastik, jednak nie dawało to żadnych efektów. Auto mocniej zarzuciło w bok - w zjazd, który szedł pod ostrym kątem. Dopiero teraz jego rodzice obudzili się i zaczęli krzyczeć. Niestety było już za późno. Nie wyrobili na zakręcie i wjechali w drzewo. Cała trójka straciła przytomność. Mieszkaniec pobliskiego domu usłyszał huk, a zobaczywszy dymiący się samochód i pochylone drzewo szybko zadzwoniło po karetkę, straż pożarną i policję.

Dustin zakaszlał i powoli począł otwierać oczy. Musiał, je jednak zmrużyć, gdyż jasne światło lampy go oślepiło. Chłopiec zaczął coś mamrotać pod nosem. Do sali wszedł lekarz. Zauważywszy budzącego się chłopca szybko podszedł do niego.
-Na razie leż i się nie ruszaj - Nakazał mu mężczyzna w białym fartuchu. Zrobił mu wstępne badania, a potem rozkazał pielęgniarce pilnować jedenastolatka. Chłopak w tym czasie próbował dowiedzieć się czegoś, na temat jego rodziców. Jednak pielęgniarka mówiła, że o to musi zapytać się doktora...
 

 


29 sierpień 213 r. Czwartek


~Matthew~



Wypuściłem opar dymu z moich ust, aby za chwilę znów się zaciągnąć. Na laptopie, który usadowiłem na niskim stoliku do kawy, stojącym na przeciwko mnie miałem włączony jakiś portal społecznościowy. Jak zwykle ktoś do mnie pisał, a ja nie miałem ochoty odpisywać, więc po prostu wyłączyłem urządzenie. Usłyszałem warkot silnika, więc odruchowo wyjrzałem za okno. Duża ciężarówka firmy przeprowadzkowej wjeżdżała na parcelę obok. Tuż za nią jechał zielony golf.
-Nowi sąsiedzi - Wyszeptałem z grymasem. Ostatni byli dość hałaśliwi, ale udało mi się ich wykurzyć. Mam nadzieję, że ci nie sprawią takich problemów. Ciężarówka wjechała na podjazd, natomiast samochód stanął na poboczu. Nie mogłem dokładnie dostrzec twarzy, ale widziałem że wysiadły z niego dwie kobiety. Jedna z nich, ta która kierowała, miała krótkie czarne włosy oraz była dość szczupła. Druga zaś, widocznie od niej młodsza, miała długie włosy, ale nie mogłem do końca jej zobaczyć, gdyż nim się obejrzałem on już ruszyła w stronę domu. Jeśli to będą tylko dwie babki to nie będzie problemu, pomyślałem. Wróciłem do swojej poprzedniej czynności, czyli wypalania peta.

~Danielle~

Razem z mamą jechałyśmy do nowego domu. Gdy wreszcie po kilku godzinach jazdy zbliżyliśmy się do niego usiadłam na fotelu próbując znaleźć odpowiedni budynek. Wcześniej mama pokazywała mi tylko w internecie jego zdjęcia. Wreszcie stanęliśmy przed domkiem. Był skromny, ale bardzo mi się spodobał. Wszystkie domy w okolicy zresztą były podobne. No prawie. Willa, która stała tuż obok nas była bardziej okazalsza i wyróżniająca się od pozostałych. Była wyższa od pozostałych i bardziej rozbudowana.
Zaparkowaliśmy na chodniku, gdyż ciężarówka z firmy przeprowadzkowej wjechała na podjazd i panowie zaczęli nas rozpakowywać.
Nareszcie po około godzinie mężczyźni wyjechali, a mama zaparkowała na podwórku. Weszłam do środka.
Nie duży biały hol, był chyba najmniejszym pomieszczeniem. Po prawej stronie były salon koloru zielonego z meblami osłoniętymi folią. Po lewej stronie znajdowała się błękitna kuchnia. Tuż na przeciw drzwi frontowych były schody prowadzące na wyższą kondygnację budynku. Ruszyłam po nich powoli. Na piętrze znajdowały się dwie pary drzwi. Na jednym końcu korytarza były te prowadzące do łazienki ,a na drugim do toalety (wiem, ponieważ były oznaczone). Na ścianie na przeciw schodów była jeszcze jedna para. Prawdopodobnie sypialnie. Otworzyłam drzwi z literką "D" naklejoną na zewnątrz. Weszłam do pokoju. Był śliczny, tylko trochę pusty. Ale to nic udekoruje się go. Wyjrzałam przez okno. Miałam widok na ten wyróżniający się dom. Przez szklane drzwi wychodzące na taras widziałam chyba czyjąś sylwetkę, która zaraz zniknęła. Nie mogłam nawet zidentyfikować jakiej ta osoba jest płci, ale pewnie wkrótce się dowiem, w końcu ten ktoś to mój nowy sąsiad. Wolno zaczęłam rozpakowywać swoje torby. Zdjęłam brudne, poplamione farbą folie z szafy, łóżka i biurka oraz półki na książki. Zaczęłam chować wszystko na swoje miejsce. Tak minęły mi kolejne dwie godziny. Potem zeszłam na dół i pomogłam mamie. Z prawie wszystkim uwinęłyśmy się do wieczora. Zostało jeszcze parę drobnostek, ale moja rodzicielka stwierdziła, że dziś trzeba odpocząć, a jutro skończymy. Wziąwszy z pokoju piżamę skierowałam się do łazienki. Było to nie duże pomieszczenie. Na ścianach znajdowały się beżowe i brązowe kafelki, zaś na ziemi były one matowo szare. W rogu stała kabina prysznicowa, a obok niej na wieszakach wisiały ręczniki. Obok stała jeszcze, nadal schowana pod folia, pralka. Zdjęłam plastik i wepchnęłam go do niedużego śmietnika, po czym ułożyłam na urządzeniu swoje rzeczy. Wzięłam długi, orzeźwiający prysznic. Gdy wyszłam czarnowłosa kobieta stała zniecierpliwiona już pod drzwiami. Uśmiechnęłam się przepraszająco i ruszyłam do swojego nowego pokoju. Schowała swoje ciuchy do szafy. Kierując się w stronę łóżka ukradkiem zerknęłam przez okno. Światło było włączone w całym domu, jednak nikogo w nim nie widziałam. Usiadłam na łóżku, wziąwszy wcześniej książkę, która leżała na półce Zaczęłam czytać i nie mam pojęcia, kiedy odpłynęłam...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ludzie dzielą się na różne typy. Są ci bogatsi, biedniejsi. Są bardziej lubiani i mniej. Świat jest pełen kontrastów społecznych. Ale co się stanie, jeśli wrogość jednej ze stron zmieni się w miłość ,do przeciwieństwa? Co jeśli jednak te uczucia będą nie odwzajemnione? A co jeżeli świat jest po prostu przeciwko nam? Trzeba czekać...




-------------------------------------------

Przyznam, że pierwotny prolog był o wiele dłuższy, lecz mamiałam do niego jedno ale: zbyt wiele informacji w nim zawartych zdradzało przebieg opowiadania. Potem chciałam napisać coś dłuższego, ale mi nie wychodziło więc jest jaki jest.
Ale w ramach rekompensaty mogę zapewnić, że rozdziały są dosyć długie Zapraszam do czytania!
 

 
Danielle Nichols

Piętnastolatka. Miła i spokojna dziewczyna ze zwykłego domu. No nie do końca. Wychowuje ją samotna matka. Jej ojciec rozwiódł się z kobietą kilka lat po narodzinach Danielle. Mimo głębokiego żalu do ojca, stara się być pozytywna. Nie lubi imprezować. Nie ma wielu przyjaciół woli trzymać się sama ze sobą.




 

 
Matthew Scever

Siedemnastolatek, zachowujący się jak to nastolatek. Robi różne głupoty i nie zważa na uczucia innych. Lubi robić innym na przekór i niczym się nie martwi. Każda dziewczyna chciałaby być jego, ale on nie lubi się angażować. Woli opcję: zaliczyć i zapomnieć. Jest strasznie agresywny i czasem zbyt nadpobudliwy. Często ciężko mu nad sobą zapanować. Szczególnie jeżeli ktoś próbuje zniszczyć coś lub kogoś na kim mu zależy.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpadłam na pewien pomysł. Skoro tak rzadko dodaje tutaj notki (szczególnie ostatnio, bo mi wena spadła) postanowiłam, że dodam tutaj opowiadanie, które udostępniam również na innej platformie blogerskiej. Nie jest to kolejna historia o Violetcie, czy jakis sławnych ludziach, ale zwykłe opowiadanie ze szczyptą magii. Mam już 4 rozdziały i jestem w trakcie pisania 5. Na tamtej stronie czyta mnie mało osób (liczba jednocyfrowa poniżej 5), więc MOŻE tutaj bardziej komuś się spodoba

Zapraszam do czytanie, zaraz pojawią się bohaterowie.
 

 
Nie da się tak po prostu przestać kochać...
 

 
Czasami bywa po prostu tak, że życie idzie nie w takt.
 

 
Gorycz ściska serca,
a szczęście je uwalnia.
 

 
Chcę odlecieć na skrzydłach,
gdzieś daleko gdzie nie sięga ludzki wzrok.
Pragnę wzbić się wysoko,
tam gdzie ziemi nie zobaczy oko.
Niczym feniks mistyczny,
pojawiam się i znikam.
Przed prawdą nie umykam.
 

 
Nie żałuję wylanych łez,
ani kropli goryczy.
Nie żałuję słów,
które raniły serca.
Nie żałuje niczego,
co związane z tobą.
 

 
Czyli twierdzisz, że to moja wina?
 

 
Nie chcę wyjść na bezdusznego potwora, ale...
 

 
Najgorsza zdrada jest, wtedy gdy ktoś przechodzi na stronę twojego wroga...
 

 
Nie musisz być idealny.
Wystarczy, że będziesz Mój!
 

 
Bolesne wspomnienia,
chwile złe!
O nich nie zapomnisz,
w sercu pozostaje cierń.
To są te chwile, których
tak nienawidzisz.
A mimo wszystko pamiętasz je.
 

 
Raniąc tych których kochamy, ranimy samych siebie.
 

 
Nie zapłaczę po raz wtóry,
choćby mnie zabrali na tortury.
Nie obejrzę się za siebie,
jako bym zobaczyć mogła Ciebie.
I choć serce nadal płonie,
nadal czuje twoje dłonie
i pamiętam pocałunki czułe,
mnie to wszystko teraz kłuje.
Więc, spokój daj mi wreszcie,
bo już brak mi rymów!
 

 
Życie to rzeka. Aby przejść na drugi koniec, musisz przeskakiwać przez kamienie, ale nie ma osoby która przeszłaby na drugi brzeg nie zmoczywszy uprzednio, chociażby stóp.
 

 
Czasem miłość łamie serce, gdy kochamy tych którym to uczucie jest obojętne...
 

 
Zapomnieć cię? Jeżeli za dnia marzyć i śnić w nocy,
Jeżeli szeptem cię polecać Nieba boskiej mocy,
Jeśli to, że poety serce cię otacza czcią,
A myśli me ku tobie co dzień tysiącami mkną,
Jeżeli to, że widzę cię, gdy o przyszłości wspomnę,
Jeżeli wszystko to zapomnieć znaczy - to zapomnę!
Zapomnieć cię? Niech ptak zapomni śpiewać, kiedy zorza.
Zapomnieć cię? Niechaj zapomną wzbierać fale morza.
Niech kwiat zapomni spić wieczornej rosy krople czyste.
I ty zapomnij własny kraj, gór dzikich szczyty mgliste.
Kiedy zapomnisz miłe twarze, przyjaźnie dozgonne,
Kiedy zapomnisz o tym wszystkim - to i ja zapomnę!
Zachowaj swój dziewiczy spokój, cicha i beztroska.
Niechaj zgryzocie wszelkiej odpór da łaskawość boska.
Lecz póki serce wolne masz, pozwól mi wierzyć skromnie
I kochać bez pretensji, miast się błąkać nieprzytomnie.
A gdy po latach będę pewny, że nadzieje płonne,
Możesz zapomnieć o mnie - choć ja ciebie nigdy nie zapomnę!